Ten wpis miał się ukazać już jakiś czas temu, ale w tym tygodniu wróciłam do pracy po blisko 2 miesiącach nieobecności, czuję się zdecydowanie lepiej, ale trochę zajmie mi powrót do rzeczywistości.
Terapii kolorami - część dalsza, było awokado z czerwonym grejpfrutem, teraz przyszła kolej na marchew z pomarańczą, na obecne szarugi jak znalazł. Marchewka jest ogólnie dostępna, a pomarańcze należy teraz jeść, bo mamy na nie "sezon". Przepis zaczerpnięty z książki Hugh Fearnley-Whittingstall "River Cottage veg everyday!", nie wiem czy to kwestia wielkości zastosowanych marchewek, że dla mnie duża oznacza coś innego niż w książce, ale tej surówki wychodzi ogromna ilość i spokojnie wystarczy dla 4 osób do obiadu (przepis był podany dla 2 osób).
Smak - hmm..., składniki ładnie się dopełniają i uzupełniają. Jeden składnik podkreśla i uwydatnia to co jest najlepsze w drugim. Na początku moja rodzina jak spróbowała tej surówki to zastanawiali się "a po co jest ten składnik?", po chwili stwierdzili "ooo... to jest smaczne". Z pewnością jest to coś innego niż marchew z jabłkiem (tak popularna u mnie w domu), ale równie smaczna.
Marchew z pomarańczą i orzechami nerkowca
50 g orzechów nerkowca (2 garstki)
1 łyżeczka kminu rzymskiego
2 pomarańcze
2-3 duże marchewki
olej/oliwa
3-4 krople octu winnego
sól, pieprz
Na rozgrzanej patelni uprażyć orzechy nerkowca (około 5 minut), pod koniec prażenia dodać nasiona kminu. Zdjąć z patelni, żeby ostygły (i żeby zakończyć proces smażenia).
Umyć i sparzyć pomarańczę, zetrzeć skórkę z 1 pomarańczy. Ostrym nożykiem ściąć skórkę z pomarańczy, nad miseczką wyciąć pojedyncze segmenty spomiędzy membran. Z pozostałości po pomarańczach wycisnąć cały sok.
Pokroić marchewkę w zapałkę (następnym razem pokroję ją drobniej). Wymieszać ze sobą sok z pomarańczy, otartą skórkę pomarańczową oraz 1-2 łyżki oleju, 3-4 krople octu winnego, sól i pieprz.
Połączyć ze sobą marchew, cząstki pomarańczy, polać otrzymanym sosem, posypać uprażonymi owocami nerkowca i kminem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomarańcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomarańcze. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 lutego 2015
niedziela, 7 grudnia 2014
ciastka z pomarańczową dziurką - kalendarz adwentowy 2014
KALENDARZ ADWENTOWY
DRUGA NIEDZIELA ADWENTU
BOŻE NARODZENIE ZA 17 DNI
Przepis na ciastka z pomarańczową dziurką pochodzi z gazety Martha Stewart Living Zima 2010.
Ciastka z pomarańczową dziurką
ciasto:
230 g miękkiego masła
1/2 szklanki cukru
2 duże żółtka
1 łyżeczka esencji (aromatu) waniliowej
2 i 1/2 szklanki mąki
nadzienie:
1/3 szklanki cukru
1 łyżka mąki
1 duże jajko
1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
1 łyżka soku pomarańczowego
cukier puder do posypania
Na ciasto - masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, następnie dodać żółtko i wanilię. Dalej ucierając dodać mąkę. Przykryć folią lub przełożyć do woreczka foliowego i dobrze schodzić przez godzinę lub nawet cały dzień.
Rozgrzać piekarnik do 160 st.C. Blachy wyłożyć papierem do pieczenia.
Przygotować nadzienie. Zmiksować cukier, mąkę i jajko, dodać skórkę i sok z pomarańczy.
Uformować kulki z ciasta - na każdą przeznaczyć 2 łyżeczki ciasta. Ułożyć na blachach w odległości 2-3 cm. W każdym ciasteczku zrobić wgłębienie - można wykorzystać do tego koniec drewnianej łyżki lu po prostu palec. Dziurki powinny być dość spore, bałam się robić duże dziurki, a powinnam się odważyć i zrobić je większe. Piec 10 minut. Wyjąć z piekarnika, jeżeli wgłębienia są zbyt płytkie zrobić je ponownie (tym razem zdecydowanie już nie palcem tylko końcem łyżki). Wypełnić dziurki wcześniej przygotowanym nadzieniem i piec kolejne 10-12 (15) minut - czas pieczenia może być różny w zależności od piekarnika. Ostudzić i posypać cukrem pudrem.
piątek, 27 czerwca 2014
rabarbar pomarańcze orzechy dżem
Świadomość, że mam czegoś dużo - tak jak w tym przypadku 3 pęczki 5 kg rabarbaru - wyzwala u mnie jakieś nieznane mi pokłady kreatywności i powoduje, że przestaje iść utartymi ścieżkami tylko szukam, wymyślam, a może też nie boję się, że coś zepsuję swoimi mniej udanymi eksperymentami.
Wiedziałam, że rabarbar można łączyć ze skórką pomarańczową, stąd już niedaleko do całych pomarańczy, a gdy zobaczyłam ten przepis na rabarbar z pomarańczami i orzechami włoskimi - wpadłam po same uszy.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pomyliła się robiąc dżem, ale zwalę to na zmęczenie i ilość już wcześniej przerobionego rabarbaru - jak ja nie lubię jak ilości dla produktów, które powinno się ważyć podawane są w szklankach, kubkach czy też innej formie mierzenia objętości. Mój dżem zrobiony jest z 1 kg rabarbaru i tak jak już sama doszłam powinien tam być jeszcze 1 kg rabarbaru - bo 15 szklanek rabarbaru to jest około 2 kg tegoż.
Rabarbar-pomarańcze-orzechy-dżem
2 kg rabarbaru
1 kg pomarańczy
2 kg cukru
100 g orzechów włoskich
Pomarańcze rozdrobnić w blenderze. Rabarbar pociąć na małe kawałki. Połączyć cukier z pomarańczami i rabarbarem, pozostawić na noc w chłodnym miejscu. Następnego gotować na niewielkim ogniu - bardzo długo około 1,5 godziny. Na samym końcu dodać posiekane orzechy włoskie. Przełożyć do słoiczków i pasteryzować.
Jak spróbowałam tego dżemu to pierwsze moje skojarzenie było - strucla drożdżowa, Boże Narodzenie, pycha.
Jeszcze będą 3 dżemy/konfitury rabarbarowe - podpowiedź znajduje się na zdjęciach poniżej.
Wiedziałam, że rabarbar można łączyć ze skórką pomarańczową, stąd już niedaleko do całych pomarańczy, a gdy zobaczyłam ten przepis na rabarbar z pomarańczami i orzechami włoskimi - wpadłam po same uszy.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pomyliła się robiąc dżem, ale zwalę to na zmęczenie i ilość już wcześniej przerobionego rabarbaru - jak ja nie lubię jak ilości dla produktów, które powinno się ważyć podawane są w szklankach, kubkach czy też innej formie mierzenia objętości. Mój dżem zrobiony jest z 1 kg rabarbaru i tak jak już sama doszłam powinien tam być jeszcze 1 kg rabarbaru - bo 15 szklanek rabarbaru to jest około 2 kg tegoż.
Rabarbar-pomarańcze-orzechy-dżem
2 kg rabarbaru
1 kg pomarańczy
2 kg cukru
100 g orzechów włoskich
Pomarańcze rozdrobnić w blenderze. Rabarbar pociąć na małe kawałki. Połączyć cukier z pomarańczami i rabarbarem, pozostawić na noc w chłodnym miejscu. Następnego gotować na niewielkim ogniu - bardzo długo około 1,5 godziny. Na samym końcu dodać posiekane orzechy włoskie. Przełożyć do słoiczków i pasteryzować.
Jak spróbowałam tego dżemu to pierwsze moje skojarzenie było - strucla drożdżowa, Boże Narodzenie, pycha.
Jeszcze będą 3 dżemy/konfitury rabarbarowe - podpowiedź znajduje się na zdjęciach poniżej.
mini seria WSZYSTKIE KOLORY RABARBARU
niedziela, 11 maja 2014
szpinak pomarańczowy
W moim rodzinnym domu, szpinak nie był jakimś koszmarem, którym straszy
się dzieci. Zawsze dobrze doprawiony, zawsze smaczny, ale też zawsze
zagęszczany i zawsze ze śmietaną. Dzisiejszy szpinak to wymysł mój i
Kejti - taki na szybki obiad.
Szpinak pomarańczowy jest to danie, które powstało przez przypadek i w danym momencie było dla mnie przełomowym odkryciem. Dopiero jakiś czas później obejrzałam jakiś program kulinarny, w którym prowadzący mówił o połączeniu szpinaku i pomarańczy jako o czymś bardzo klasycznym, chyba użył nawet sformułowania "klasyczne połączenie szpinaku i pomarańczy". U mnie to odkrycie wiązało się z brakiem cytryny i jak się okazuje całkiem udaną próbą zastąpienia jej pomarańczą.
Szpinak pomarańczowy
szpinak - spora garść na osobę
1 pomarańcza
1 ząbek czosnku
olej/oliwa
sól
Szpinak myjemy, odkładamy ogonki liściowe (co z nimi można zrobić już niedługo). Na patelni rozgrzewamy 1-2 łyżki oliwy, wrzucamy pokrojony w plasterki czosnek, obsmażamy chwilę, żeby oliwa nabrała czosnkowego aromatu. Wrzucamy wilgotne liście czosnku, dodajemy trochę otartej skórki z pomarańczy (na 2 garść szpinaku - skórka otarta z 1/3 pomarańczy), dusimy chwilę, aż liście zmiękną, podlewając świeżowyciśniętym sokiem z pomarańczy. Nie trzymamy za długo na patelni, żeby szpinak nie stracił swojego pięknego zielonego koloru. Podajemy od razu, generalnie ni enależy tego odgrzewać.
Szpinak pomarańczowy jest to danie, które powstało przez przypadek i w danym momencie było dla mnie przełomowym odkryciem. Dopiero jakiś czas później obejrzałam jakiś program kulinarny, w którym prowadzący mówił o połączeniu szpinaku i pomarańczy jako o czymś bardzo klasycznym, chyba użył nawet sformułowania "klasyczne połączenie szpinaku i pomarańczy". U mnie to odkrycie wiązało się z brakiem cytryny i jak się okazuje całkiem udaną próbą zastąpienia jej pomarańczą.
Szpinak pomarańczowy
szpinak - spora garść na osobę
1 pomarańcza
1 ząbek czosnku
olej/oliwa
sól
Szpinak myjemy, odkładamy ogonki liściowe (co z nimi można zrobić już niedługo). Na patelni rozgrzewamy 1-2 łyżki oliwy, wrzucamy pokrojony w plasterki czosnek, obsmażamy chwilę, żeby oliwa nabrała czosnkowego aromatu. Wrzucamy wilgotne liście czosnku, dodajemy trochę otartej skórki z pomarańczy (na 2 garść szpinaku - skórka otarta z 1/3 pomarańczy), dusimy chwilę, aż liście zmiękną, podlewając świeżowyciśniętym sokiem z pomarańczy. Nie trzymamy za długo na patelni, żeby szpinak nie stracił swojego pięknego zielonego koloru. Podajemy od razu, generalnie ni enależy tego odgrzewać.
piątek, 4 kwietnia 2014
ciasto grejpfrutowe
Tu był wstęp, który już po publikacji wykasowałam - widać było po nim, że pisała to osoba mocno przeziębiona.
Dziś ciasto grejpfrutowe, no i co mam zrobić, że lubię lekką goryczkę cytrusów, nie przeszkadza mi ona wcale i są takie momenty, gdy nawet jej szukam.W cieście tym gorzkawy aromat grejpfrutów zrównoważony jest słodyczą ciasta, ale jeżeli ktoś boi się tej goryczki może grejpfrut zastąpić pomarańczą też wydaje mi się, że wyjdzie ciekawie. Samo ciasto jest miękkie i leciutkie a przy okazji wilgotne. Przepis na ciasto grejpfrutowe znaleziony przez przypadek w odmętach internetu, jaki ten świat robi się mały. Podobno pochodzi z książki Thomasa Kellera Ad Hoc at Home.
Ciasto grejpfrutowe
1 duży grejpfrut
poza tym do:
ciasta
2 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
2 jajka
1 szklanka mleka
3/4 szklanki oleju
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
aromat waniliowy
sól
syropu
2/3 szklanki cukru
polewy
3/4 szklanki cukru pudru
Rozgrzać piekarnik do 175 -180 st.C. Wąskie blaszki wyłożyć papierem do pieczenia.
Grejpfruta dokładnie wymyć. Zetrzeć skórkę na drobnej tarce, wycisnąć sok z miąższu - 2 łyżki soku odłożyć do polewy, reszta będzie wykorzystana do syropu.
Ciasto
Cukier wymieszać ze skórką grejpfrutową, cukier zrobi się jak wilgotny piasek. Ubić jajka z wcześniej przygotowanym cukrem do uzyskania jednolitej, kremowej masy. Dodać aromat waniliowy, mleko i olej, wymieszać. Do powstałej masy wmieszać mąkę wraz proszkiem do pieczenia i solą. Przygotowane ciasto wylać do wcześniej przygotowanych blaszek, wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 30 minut, sprawdzamy patyczkiem czy jest już upieczone, zmniejszamy temperaturę do 160 st.C i pieczemy do otrzymania suchego patyczka.
Osobiście zależało mi, żeby ciasto nie wyrosło zbyt wysokie, żeby można było pokroić je na niewielkie kawałki, jeżeli ktoś ma tylko jedną blaszkę lub woli wyższe ciasta to można całość wlać do jedne blaszki tylko trzeba pamiętać o wydłużeniu czasu pieczenia.
Syrop
Gotujemy syrop - na 1 szklankę soku z grejpfruta dajemy 2,3 szklanki cukru (z mojego grejpfruta wycisnęłam tylko 2/3 szklanki soku więc dałam proporcjonalnie mniej cukru). W małym garnuszku łączymy sok (należy pamiętać o zostawieniu 2 łyżek soku do polewy) i cukier, po zagotowaniu się syropku, gotujemy jeszcze z 1-2 minuty. W wyciśniętym soku pozostawiłam fragmenty owoców, nie przecedzałam soku, więc powstał syrop z pływającymi w nim kawałkami marmolady grejpfrutowej.
Wyjmujemy ciasto z piekarnika. Pozostawiamy na 10 minut do przestygnięcia. W jeszcze ciepłym cieście robimy patyczkiem dziurki i ciasto polewamy wcześniej przygotowanym syropem. Pozostawiamy ciasto do ostygnięcia (powiem w sekrecie, że nie miałam, aż tyle cierpliwości).
Polewa
Cukier puder mieszamy z sokiem grejpfrutowym. Polewamy ciasto. Smacznego.
Wyszło niesamowicie delikatne ciasto, z pewnością pojawi się ono jeszcze nie jeden raz na naszym stole. Do wypróbowania pozostało jeszcze tyle możliwość - pomarańczowe, cytrynowe, Kejti zaproponowała malinowe, zobaczymy. Polecam.
Dziś ciasto grejpfrutowe, no i co mam zrobić, że lubię lekką goryczkę cytrusów, nie przeszkadza mi ona wcale i są takie momenty, gdy nawet jej szukam.W cieście tym gorzkawy aromat grejpfrutów zrównoważony jest słodyczą ciasta, ale jeżeli ktoś boi się tej goryczki może grejpfrut zastąpić pomarańczą też wydaje mi się, że wyjdzie ciekawie. Samo ciasto jest miękkie i leciutkie a przy okazji wilgotne. Przepis na ciasto grejpfrutowe znaleziony przez przypadek w odmętach internetu, jaki ten świat robi się mały. Podobno pochodzi z książki Thomasa Kellera Ad Hoc at Home.
Ciasto grejpfrutowe
1 duży grejpfrut
poza tym do:
ciasta
2 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
2 jajka
1 szklanka mleka
3/4 szklanki oleju
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
aromat waniliowy
sól
syropu
2/3 szklanki cukru
polewy
3/4 szklanki cukru pudru
Rozgrzać piekarnik do 175 -180 st.C. Wąskie blaszki wyłożyć papierem do pieczenia.
Grejpfruta dokładnie wymyć. Zetrzeć skórkę na drobnej tarce, wycisnąć sok z miąższu - 2 łyżki soku odłożyć do polewy, reszta będzie wykorzystana do syropu.
Ciasto
Cukier wymieszać ze skórką grejpfrutową, cukier zrobi się jak wilgotny piasek. Ubić jajka z wcześniej przygotowanym cukrem do uzyskania jednolitej, kremowej masy. Dodać aromat waniliowy, mleko i olej, wymieszać. Do powstałej masy wmieszać mąkę wraz proszkiem do pieczenia i solą. Przygotowane ciasto wylać do wcześniej przygotowanych blaszek, wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 30 minut, sprawdzamy patyczkiem czy jest już upieczone, zmniejszamy temperaturę do 160 st.C i pieczemy do otrzymania suchego patyczka.
Osobiście zależało mi, żeby ciasto nie wyrosło zbyt wysokie, żeby można było pokroić je na niewielkie kawałki, jeżeli ktoś ma tylko jedną blaszkę lub woli wyższe ciasta to można całość wlać do jedne blaszki tylko trzeba pamiętać o wydłużeniu czasu pieczenia.
Syrop
Gotujemy syrop - na 1 szklankę soku z grejpfruta dajemy 2,3 szklanki cukru (z mojego grejpfruta wycisnęłam tylko 2/3 szklanki soku więc dałam proporcjonalnie mniej cukru). W małym garnuszku łączymy sok (należy pamiętać o zostawieniu 2 łyżek soku do polewy) i cukier, po zagotowaniu się syropku, gotujemy jeszcze z 1-2 minuty. W wyciśniętym soku pozostawiłam fragmenty owoców, nie przecedzałam soku, więc powstał syrop z pływającymi w nim kawałkami marmolady grejpfrutowej.
Wyjmujemy ciasto z piekarnika. Pozostawiamy na 10 minut do przestygnięcia. W jeszcze ciepłym cieście robimy patyczkiem dziurki i ciasto polewamy wcześniej przygotowanym syropem. Pozostawiamy ciasto do ostygnięcia (powiem w sekrecie, że nie miałam, aż tyle cierpliwości).
Polewa
Cukier puder mieszamy z sokiem grejpfrutowym. Polewamy ciasto. Smacznego.
Wyszło niesamowicie delikatne ciasto, z pewnością pojawi się ono jeszcze nie jeden raz na naszym stole. Do wypróbowania pozostało jeszcze tyle możliwość - pomarańczowe, cytrynowe, Kejti zaproponowała malinowe, zobaczymy. Polecam.
poniedziałek, 17 marca 2014
sól cytrynowa i inne smaki
Produkcja soli cytrynowej i innych soli cytrusowych rozpoczęła się w ramach pełnego wykorzystania posiadanych przeze mnie niepryskanych, niewoskowanych cytrusów. Zastanawiałam się co zrobić ze skórką pomarańczy po ich zjedzeniu. I przypomniałam sobie jak w zeszłym roku robiłam sól cytrynową do przyprawiania pieczonego kurczaka.
Część skórki została starta i zamrożona do aromatyzowania ciast, a z części postanowiłam zrobić sól, którą wykorzystam w innych potrawach.
składniki
cytrusy - cytryna, pomarańcza, limonka, grejpfrut
ulubiona sól
Delikatnie zetrzeć skórkę z cytryny lub innego cytrusa uważając, żeby nie zetrzeć białej części czyli albedo. Wymieszać z solą. Gotowe. Trudno to nazwać przepisem, jest to bardziej pomysł, ale warty zapamiętania i wykorzystania.
No dobrze, a teraz przyznam się do małego oszustwa. Na zdjęciu widnieje grejpfrut, a sól w rzeczywistości jest to sól pomarańczowa, bo niewoskowane i niepryskane miałam tylko pomarańcze i cytryny. Zieloną sól limonkową robiłam ze zwykłych sklepowych limonek, a i na takie owoce jest też sposób. Owoce myjemy w ciepłej wodzie z dodatkiem lekkiego detergentu do mycia naczyń, bardzo dobrze płuczemy w wodzie, a następnie przelewamy jeszcze dodatkowo wrzątkiem. To działa, trzeba sobie jakoś radzić w życiu.
Część skórki została starta i zamrożona do aromatyzowania ciast, a z części postanowiłam zrobić sól, którą wykorzystam w innych potrawach.
składniki
cytrusy - cytryna, pomarańcza, limonka, grejpfrut
ulubiona sól
Delikatnie zetrzeć skórkę z cytryny lub innego cytrusa uważając, żeby nie zetrzeć białej części czyli albedo. Wymieszać z solą. Gotowe. Trudno to nazwać przepisem, jest to bardziej pomysł, ale warty zapamiętania i wykorzystania.
No dobrze, a teraz przyznam się do małego oszustwa. Na zdjęciu widnieje grejpfrut, a sól w rzeczywistości jest to sól pomarańczowa, bo niewoskowane i niepryskane miałam tylko pomarańcze i cytryny. Zieloną sól limonkową robiłam ze zwykłych sklepowych limonek, a i na takie owoce jest też sposób. Owoce myjemy w ciepłej wodzie z dodatkiem lekkiego detergentu do mycia naczyń, bardzo dobrze płuczemy w wodzie, a następnie przelewamy jeszcze dodatkowo wrzątkiem. To działa, trzeba sobie jakoś radzić w życiu.
czwartek, 13 marca 2014
trzydniowa marmolada pomarańczowa
Marmoladę pomarańczową lub coś co osobiście nazwałabym galaretką pomarańczową lub dżemem pomarańczowym kocham od wielu lat - czyli od jakiegoś 1997 lub 1999 roku - mojej pierwszej wyprawy do Francji. W akademiku/bursie, w której mieszkałam na śniadanie otwierali właśnie marmoladę pomarańczową, która była zamknięta w "maleńką" 5-cio litrową puszeczkę. Później już zawsze szukałam tego smaku, lekko gorzkawego cytrusami, świeżego i tak odmiennego od znanych mi domowych przetworów.
Już w zeszłym roku robiłam marmoladę pomarańczową z gorzkich pomarańczy, ale nie udało mi się zrobić zdjęć i przepisu nie zamieściłam na blogu. Gorzej, że w tym roku nie mogłam znaleźć tej strony, z której brałam przepis. Dwa dni zajęło mi odnalezienie w odmętach internetu przepisu na marmoladę pomarańczową robioną długim sposobem. Przepis przewiduje trzydniową produkcję - ale wierzcie warto, warto i jeszcze raz warto poświęcić trochę czasu na przygotowanie tej marmolady. Te 3 dni mogą zabrzmieć jak cała wieczność, ale jest to bardzo wygodny sposób przygotowania marmolady i bardzo ekonomiczny.
Ten długotrwały proces produkcji ma na celu uwolnienie naturalnej pektyny.
Przeraża mnie to, że w części przepisów na marmolady pomarańczowe używa się cukru żelującego - po co? skoro pektynę wytwarza się z pomarańczy. Te owoce w Polsce są zbyt drogie, żeby nie wykorzystać a tym samym marnować coś tak cennego.
Gorzkie pomarańcze mam sprowadzane z Sycylii i niestety swoje kosztują, ale jeżeli nie ma się w zasięgu gorzkich, nie woskowanych pomarańczy można zastąpić je zwykłymi. Według tego przepisu znajoma robiła marmoladę ze zwykłych pomarańczy i też wyszła wspaniała.
Na początek proponuję robić marmoladę z 1kg pomarańczy chyba, że macie w domu dużo dużych i bardzo dużych garnków.
Potrzebne będzie 1 kg pomarańczy, woda i cukier. O ilościach wody i cukru będzie za chwilę.
Dzień 1
1 kg pomarańczy tniemy bardzo cienko na małe kawałki (najlepiej na mandolinie), wybieramy i odkładamy pestki. Ten jeden marny kilogram pomarańczy nagle zaczyna nam w oczach rosnąć. Lepiej, żeby nie pozostały całe plasterki pomarańczy bo później niszczą one strukturę gotowej już marmolady/galaretki pomarańczowej.
Owoce zalewamy wodą - na 1kg pomarańczy dajemy 2 litry wody.
Odłożone pestki zawijamy w kawałek gazy (nie będzie później trzeba łowić pestek) i wrzucamy do wody i pomarańczy.
A teraz uzbrajamy się w CIERPLIWOŚĆ. I zostawiamy garnek z wodą i pomarańczami na 24 godziny. Wierzcie jest to chyba jeden z najtrudniejszych elementów - nic nie robić.
Dzień 2
Zalane owoce gotujemy około pół godziny - a tak na prawdę do momentu aż owoce będą miękkie.
I zostawiamy na kolejne 24 godziny. Wiem - czekanie potrafi być nieznośne.
Dzień 3
Wyjmujemy zawiniątek z pestkami, zdejmujemy z niego samą doboć czyli wytworzoną pektynę. Odmierzamy owoce. Na każdy 1 litr mikstury pomarańczowej dajemy 2 kilogramy cukru i gotujemy.
(Dziękuję Paulinie za zwrócenie uwagi - w oryginalnym przepisie było zdecydowanie mniej cukru na 1 litr - 1 kilogram cukru)
Od momentu zagotowania, gotujemy jeszcze około 20 minut - może być trochę mniej lub trochę więcej czasu - wszystko zależy od wielkości, kształtu garnka, od ilości przygotowywanej marmolady. Moje pierwsze marmolady gotowałam dużo dłużej, ale wystarczyłoby i 15 minut.
No i nareszcie możemy cieszyć się marmoladą pomarańczową. Moja propozycja to wkładać marmoladę pomarańczową do słoików o prostych ściankach i które nie mają przewężenia w szyjkach. Słoiki zapasteryzować.
Ale śmiesznie się czułam robiąc przetwory w luty i marcu.
Pół dnia wolnego i nowy post na blogu, może powinnam brać częściej wolne.
Już w zeszłym roku robiłam marmoladę pomarańczową z gorzkich pomarańczy, ale nie udało mi się zrobić zdjęć i przepisu nie zamieściłam na blogu. Gorzej, że w tym roku nie mogłam znaleźć tej strony, z której brałam przepis. Dwa dni zajęło mi odnalezienie w odmętach internetu przepisu na marmoladę pomarańczową robioną długim sposobem. Przepis przewiduje trzydniową produkcję - ale wierzcie warto, warto i jeszcze raz warto poświęcić trochę czasu na przygotowanie tej marmolady. Te 3 dni mogą zabrzmieć jak cała wieczność, ale jest to bardzo wygodny sposób przygotowania marmolady i bardzo ekonomiczny.
Ten długotrwały proces produkcji ma na celu uwolnienie naturalnej pektyny.
Przeraża mnie to, że w części przepisów na marmolady pomarańczowe używa się cukru żelującego - po co? skoro pektynę wytwarza się z pomarańczy. Te owoce w Polsce są zbyt drogie, żeby nie wykorzystać a tym samym marnować coś tak cennego.
Gorzkie pomarańcze mam sprowadzane z Sycylii i niestety swoje kosztują, ale jeżeli nie ma się w zasięgu gorzkich, nie woskowanych pomarańczy można zastąpić je zwykłymi. Według tego przepisu znajoma robiła marmoladę ze zwykłych pomarańczy i też wyszła wspaniała.
Na początek proponuję robić marmoladę z 1kg pomarańczy chyba, że macie w domu dużo dużych i bardzo dużych garnków.
Potrzebne będzie 1 kg pomarańczy, woda i cukier. O ilościach wody i cukru będzie za chwilę.
Dzień 1
1 kg pomarańczy tniemy bardzo cienko na małe kawałki (najlepiej na mandolinie), wybieramy i odkładamy pestki. Ten jeden marny kilogram pomarańczy nagle zaczyna nam w oczach rosnąć. Lepiej, żeby nie pozostały całe plasterki pomarańczy bo później niszczą one strukturę gotowej już marmolady/galaretki pomarańczowej.
Owoce zalewamy wodą - na 1kg pomarańczy dajemy 2 litry wody.
Odłożone pestki zawijamy w kawałek gazy (nie będzie później trzeba łowić pestek) i wrzucamy do wody i pomarańczy.
A teraz uzbrajamy się w CIERPLIWOŚĆ. I zostawiamy garnek z wodą i pomarańczami na 24 godziny. Wierzcie jest to chyba jeden z najtrudniejszych elementów - nic nie robić.
Dzień 2
Zalane owoce gotujemy około pół godziny - a tak na prawdę do momentu aż owoce będą miękkie.
I zostawiamy na kolejne 24 godziny. Wiem - czekanie potrafi być nieznośne.
Dzień 3
Wyjmujemy zawiniątek z pestkami, zdejmujemy z niego samą doboć czyli wytworzoną pektynę. Odmierzamy owoce. Na każdy 1 litr mikstury pomarańczowej dajemy 2 kilogramy cukru i gotujemy.
(Dziękuję Paulinie za zwrócenie uwagi - w oryginalnym przepisie było zdecydowanie mniej cukru na 1 litr - 1 kilogram cukru)
Od momentu zagotowania, gotujemy jeszcze około 20 minut - może być trochę mniej lub trochę więcej czasu - wszystko zależy od wielkości, kształtu garnka, od ilości przygotowywanej marmolady. Moje pierwsze marmolady gotowałam dużo dłużej, ale wystarczyłoby i 15 minut.
No i nareszcie możemy cieszyć się marmoladą pomarańczową. Moja propozycja to wkładać marmoladę pomarańczową do słoików o prostych ściankach i które nie mają przewężenia w szyjkach. Słoiki zapasteryzować.
Ale śmiesznie się czułam robiąc przetwory w luty i marcu.
Pół dnia wolnego i nowy post na blogu, może powinnam brać częściej wolne.
niedziela, 24 marca 2013
pomarańcze w syropie kardamonowym
Przepis na pomarańcze w syropie kardamonowym pochodzi z internetu z moimi lekkimi modyfikacjami, ale jak dużo przepisów na tym blogu zrodził się z poszukiwań konkretnego przepisu i mojego wyobrażenia potrawy. Chciałam przepis na pomarańcze w syropie, nie chciałam, żeby były po obróbce termicznej, ale też nie chciałam całkowitej surowizny. I odnalazłam przepis na pomarańcze w syropie kardamonowym. Spodobał mi się i oto jest. Nie jestem przyzwyczajona do używania takich przypraw jak kardamon. Na kardamon bym nie wpadła, a jest dobre.
0,5 szklanki wody
2-3 owoce kardamonu
6 łyżek cukru
1 kg pomarańczy
1 szklanka jogurtu greckiego/bałkańskiego
2 łyżki miodu
kilka niesolonych pistacji, listki mięty, melisy
W garnuszku zagotować pół szklanki wody z rozgniecionym (nie mielonym) kardamonem. Po zagotowaniu przykryć i zostawić na 20-30 minut, żeby napar nabrał mocy. Po tym czasie wyjąć kardamon.
Na patelni połączyć cukier z 1 łyżką wody kardamonowej, gotować na średnim ogniu do otrzymania ładnej bursztynowej barwy karmelu. Zdjąć z ognia, delikatnie wlać pozostałą wodę kardamonową, rozgrzać ponownie, aż do rozpuszczenia się karmelu. Zdjąć z ognia.
Obrać pomarańcze (można to zacząć już robić na etapie przygotowania karmelu), pociąć na 6-8 mm plasterki. Pomarańcze zaczęłam obierać już po połączeniu karmelu z wodą kardamonową, przez co powstała mikstura zestała mi się, ale po dodaniu soku, który wyciekł z pomarańczy, mikstura na patelni rozpuściła się. Pokrojone pomarańcze przełożyć do miski i zalać syropem kardamonowym. Przykryć i zostawić na noc.
Wymieszać jogurt z miodem przed podaniem.
Podawać pomarańcze z jogurtowym sosem, ozdobione pistacjami lub listkami mięty bądź melisy.
Uwaga odnośnie kardamonu - lepszy jest zdecydowanie kardamon w całych ziarnach, który należy rozgnieść. Kardamon mielony powoduje brzydki kolor naparu, przez co może też brzydko zafarbować pomarańcze, może też okazać się, że całość nabierze niepotrzebnej goryczy.
0,5 szklanki wody
2-3 owoce kardamonu
6 łyżek cukru
1 kg pomarańczy
1 szklanka jogurtu greckiego/bałkańskiego
2 łyżki miodu
kilka niesolonych pistacji, listki mięty, melisy
W garnuszku zagotować pół szklanki wody z rozgniecionym (nie mielonym) kardamonem. Po zagotowaniu przykryć i zostawić na 20-30 minut, żeby napar nabrał mocy. Po tym czasie wyjąć kardamon.
Na patelni połączyć cukier z 1 łyżką wody kardamonowej, gotować na średnim ogniu do otrzymania ładnej bursztynowej barwy karmelu. Zdjąć z ognia, delikatnie wlać pozostałą wodę kardamonową, rozgrzać ponownie, aż do rozpuszczenia się karmelu. Zdjąć z ognia.
Obrać pomarańcze (można to zacząć już robić na etapie przygotowania karmelu), pociąć na 6-8 mm plasterki. Pomarańcze zaczęłam obierać już po połączeniu karmelu z wodą kardamonową, przez co powstała mikstura zestała mi się, ale po dodaniu soku, który wyciekł z pomarańczy, mikstura na patelni rozpuściła się. Pokrojone pomarańcze przełożyć do miski i zalać syropem kardamonowym. Przykryć i zostawić na noc.
Wymieszać jogurt z miodem przed podaniem.
Podawać pomarańcze z jogurtowym sosem, ozdobione pistacjami lub listkami mięty bądź melisy.
Uwaga odnośnie kardamonu - lepszy jest zdecydowanie kardamon w całych ziarnach, który należy rozgnieść. Kardamon mielony powoduje brzydki kolor naparu, przez co może też brzydko zafarbować pomarańcze, może też okazać się, że całość nabierze niepotrzebnej goryczy.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
koper włoski (fenkuł) z pomarańczami (cytrusami)
Wiem, wiem miał być nowy blog, nowe miejsce, nowe wszystko od nowego roku, ale się posypało więc jeszcze tutaj.
Sałatka (a może powinno być surówka) z kopru włoskiego (fenkułu) z czerwonymi pomarańczami. Nie wiem skąd zaczerpnęłam inspirację do tego dania. Robię je z różnymi owocami, połączenie anyżkowego kopru włoskiego z pomarańczami lub mandarynkami (generalnie cytrusami) jest połączeniem bardzo smacznym. Korzystajmy z tego, że zimą mamy sezon na cytrusy i dodajmy do swojego jadłospisu tę kolorową bombę witaminową. Ilość kolorów pozwala, przynajmniej mi, przetrwać ten okres, w którym słońca jak na lekarstwo, a do domu z pracy wraca się już po zachodzie słońca.
Sałatka (surówka) z kopru włoskiego (fenkułu) z czerwonymi pomarańczami
- bulwa kopru włoskiego (fenkułu)
- 2 pomarańcze
- sok z 1/2 cytryny
- oliwa 3-5 łyżek
- sól
- pieprz (czerwony dla koloru)
Koper cienko pokroić, pomarańcze pokroić do drobne kawałki - do zdjęć pobawiłam się w filetowanie, ale na co dzień po prostu drobno je kroję. Połączyć fenkuł z cytrusami, osolić. Skropić sokiem z cytryny, polać oliwą i wymieszać. Posypać czerwonym pieprzem, żeby dodać jeszcze więcej koloru.
(a dzisiaj był dzień nawiasowy)
wtorek, 10 kwietnia 2012
mazurek pomarańczowo czekoladowy
Każde ciasto ma swoją historię, ten mazurek jest odkryciem z 2003 roku - nie mogę uwierzyć, że mazurki robię już tyle lat. Wcześniej robiłam tylko mazurek pomarańczowy lub jakiś z masą czekoladową, ale, żeby połączyć te dwa smaki...
Pomysł i przepis na tego mazurka zaczerpnięty z gazetki ELLE 100 stron wokół stołu kwiecień 2003, wg tej gazetki pochodzi z Kawiarni Wiedeńskiej w Kielcach.
Dla jednych moich domowników jest to mazurek pomarańczowy, dla innych czekoladowy, ale przeważnie jest prośba, żebym zrobiła TEN mazurek i wszystko jasne.
Nie przerażajcie się ilością czekolady, wychodzi spory.
Kruche ciasto
35 dag mąki pszennej
20 dag masła
2 jaja
10 dag cukru
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru waniliowego
Z podanych składników szybko zagnieść kruche ciasto, rozwałkować na grubość 5 mm, przełożyć na blachę i piec 20 min w temp. 200 st.C.
Ciasto biszkoptowo-tłuszczowe
20 dag masła
15 dag cukru pudru
3 jaja
15 dag mąki pszennej
5 dag mąki ziemniaczanej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
Masło, jaja i cukier zmiksować na puszystą masę, delikatnie wymieszać z pozostałymi składnikami. Piec ok. 1 godz. w temp. 180 st.C. Tylko kilka razy udało mi się tak ładnie ukręcić ciasto, żeby się nie rozwarstwiło, ale nawet jeśli się rozwarstwi nie ma co płakać piecze się tak samo dobrze.
Masa pomarańczowa
3 pomarańcze (45 dag)
1 cytryna (10 dag)
40 dag cukru
Cytrusy wyszorować, sparzyć. Zmiksować ze skórką (przed miksowaniem tnę na kawałki i wyciągam pestki), wymieszać z cukrem i smażyć pół godziny na małym ogniu stale mieszając.
Masa czekoladowa
200 ml śmietany
5 dag masła
40 dag czekolady
Rozpuścić w rondlu masło, wlać śmietanę i podgrzać. Gorącą śmietaną zalać kawałki czekolady (ja wrzucam połamaną czekoladę do rondla ze śmietaną). Wymieszać na jednolitą masę i rozsmarować na kruchym spodzie.
UWAGI techniczne
- najpierw popiec ciasta, najlepiej mieć dwie takie same blaszki, albo najpierw upiec kruche ciasto a później w tej samej upiec biszkoptowo-tłuszczowe.
- gdy piecze się ciasto biszkoptowo-tłuszczowe, zrobić masę pomarańczową, a przed samym złożeniem masę czekoladową.
Składanie mazurka
na kruchy spód wykładamy masę czekoladową, przykrywamy blatem biszkoptowo-tłuszczowym, wylewamy masę pomarańczową i ewentualnie dekorujemy.
Mazurek wychodzi olbrzymi, ale nim się nie obejrzycie zniknie nie wiadomo kiedy.
Razem z Kejti robiłyśmy kiedyś ten mazurek w formie tortu urodzinowego to dopiero było słodkie i olbrzymie.
W tym roku (2013) udało nam się zrobić trochę ładniejsze zdjęcie i już zostało podmienione, ale stare zostawię na pamiątkę.
czwartek, 5 kwietnia 2012
misja mazurek - kandyzowana pomarańcza
Kandyzowaną skórkę pomarańczową i cytrynową robię od niepamiętnych czasów, kiedyś bawiłam się z obcinaniem albedo (bo gorzkie), teraz w to nie bawię się - może dlatego, że osobiście nie przeszkadza mi ta goryczka. Pozostawienie białej części powoduje, że z jednej strony jest to gorzkie, z drugiej pozwala na otrzymanie tej charakterystycznej galaretki. Sposób na pozbycie się goryczy w skórce krojonej, którą używam do makowców jest prosty gotuję conajmniej 3 razy zmieniając wodę i przechodzi, dopiero za 4 razem dosypuję cukier.
W zeszłym roku usiłowałam zrobić plasterki do ozdoby mazurków - kandyzowałam plasterki pomarańczy, cytryny i zielonej limonki (tej ostatniej nie polecam, wychodzi okropna w smaku i traci swój zielony kolor). Tegoroczny sposób, który podpatrzyłam na jakimś blogu (nie pamiętam gdzie), wydaje mi się lepszy - łatwiej otrzymać równe plasterki.
- pomarańcze
- cukier
Małe pomarańcze (moje były wielkości dużej mandarynki) myjemy, wsadzamy w całości do garnka, zalewamy wodą i gotujemy około pół godziny. Odstawiamy i następnego dnia po pracy wyciągamy z wody. Tniemy na plasterki. Zasypujemy cukrem i gotujemy do uzyskania szklistych plasterków.
Wcześniejsze obgotowanie pomarańczy ułatwia krojenie jej na plasterki i ułatwia zachowanie nienaruszonej struktury pomarańczy. No to teraz też o drobnych niepowodzeniach - chciałam troszkę oszukać i zrobić to samo z cytryną, ale troszkę przesuszoną nie udało się, i tak pewnie wykorzystam ją do ozdabiania mazurków, ale w takich wypadkach nie opłaca się oszczędzać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























