Ten wpis miał się ukazać już jakiś czas temu, ale w tym tygodniu wróciłam do pracy po blisko 2 miesiącach nieobecności, czuję się zdecydowanie lepiej, ale trochę zajmie mi powrót do rzeczywistości.
Terapii kolorami - część dalsza, było awokado z czerwonym grejpfrutem, teraz przyszła kolej na marchew z pomarańczą, na obecne szarugi jak znalazł. Marchewka jest ogólnie dostępna, a pomarańcze należy teraz jeść, bo mamy na nie "sezon". Przepis zaczerpnięty z książki Hugh Fearnley-Whittingstall "River Cottage veg everyday!", nie wiem czy to kwestia wielkości zastosowanych marchewek, że dla mnie duża oznacza coś innego niż w książce, ale tej surówki wychodzi ogromna ilość i spokojnie wystarczy dla 4 osób do obiadu (przepis był podany dla 2 osób).
Smak - hmm..., składniki ładnie się dopełniają i uzupełniają. Jeden składnik podkreśla i uwydatnia to co jest najlepsze w drugim. Na początku moja rodzina jak spróbowała tej surówki to zastanawiali się "a po co jest ten składnik?", po chwili stwierdzili "ooo... to jest smaczne". Z pewnością jest to coś innego niż marchew z jabłkiem (tak popularna u mnie w domu), ale równie smaczna.
Marchew z pomarańczą i orzechami nerkowca
50 g orzechów nerkowca (2 garstki)
1 łyżeczka kminu rzymskiego
2 pomarańcze
2-3 duże marchewki
olej/oliwa
3-4 krople octu winnego
sól, pieprz
Na rozgrzanej patelni uprażyć orzechy nerkowca (około 5 minut), pod koniec prażenia dodać nasiona kminu. Zdjąć z patelni, żeby ostygły (i żeby zakończyć proces smażenia).
Umyć i sparzyć pomarańczę, zetrzeć skórkę z 1 pomarańczy. Ostrym nożykiem ściąć skórkę z pomarańczy, nad miseczką wyciąć pojedyncze segmenty spomiędzy membran. Z pozostałości po pomarańczach wycisnąć cały sok.
Pokroić marchewkę w zapałkę (następnym razem pokroję ją drobniej). Wymieszać ze sobą sok z pomarańczy, otartą skórkę pomarańczową oraz 1-2 łyżki oleju, 3-4 krople octu winnego, sól i pieprz.
Połączyć ze sobą marchew, cząstki pomarańczy, polać otrzymanym sosem, posypać uprażonymi owocami nerkowca i kminem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skórka pomarańczowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skórka pomarańczowa. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 lutego 2015
poniedziałek, 17 marca 2014
sól cytrynowa i inne smaki
Produkcja soli cytrynowej i innych soli cytrusowych rozpoczęła się w ramach pełnego wykorzystania posiadanych przeze mnie niepryskanych, niewoskowanych cytrusów. Zastanawiałam się co zrobić ze skórką pomarańczy po ich zjedzeniu. I przypomniałam sobie jak w zeszłym roku robiłam sól cytrynową do przyprawiania pieczonego kurczaka.
Część skórki została starta i zamrożona do aromatyzowania ciast, a z części postanowiłam zrobić sól, którą wykorzystam w innych potrawach.
składniki
cytrusy - cytryna, pomarańcza, limonka, grejpfrut
ulubiona sól
Delikatnie zetrzeć skórkę z cytryny lub innego cytrusa uważając, żeby nie zetrzeć białej części czyli albedo. Wymieszać z solą. Gotowe. Trudno to nazwać przepisem, jest to bardziej pomysł, ale warty zapamiętania i wykorzystania.
No dobrze, a teraz przyznam się do małego oszustwa. Na zdjęciu widnieje grejpfrut, a sól w rzeczywistości jest to sól pomarańczowa, bo niewoskowane i niepryskane miałam tylko pomarańcze i cytryny. Zieloną sól limonkową robiłam ze zwykłych sklepowych limonek, a i na takie owoce jest też sposób. Owoce myjemy w ciepłej wodzie z dodatkiem lekkiego detergentu do mycia naczyń, bardzo dobrze płuczemy w wodzie, a następnie przelewamy jeszcze dodatkowo wrzątkiem. To działa, trzeba sobie jakoś radzić w życiu.
Część skórki została starta i zamrożona do aromatyzowania ciast, a z części postanowiłam zrobić sól, którą wykorzystam w innych potrawach.
składniki
cytrusy - cytryna, pomarańcza, limonka, grejpfrut
ulubiona sól
Delikatnie zetrzeć skórkę z cytryny lub innego cytrusa uważając, żeby nie zetrzeć białej części czyli albedo. Wymieszać z solą. Gotowe. Trudno to nazwać przepisem, jest to bardziej pomysł, ale warty zapamiętania i wykorzystania.
No dobrze, a teraz przyznam się do małego oszustwa. Na zdjęciu widnieje grejpfrut, a sól w rzeczywistości jest to sól pomarańczowa, bo niewoskowane i niepryskane miałam tylko pomarańcze i cytryny. Zieloną sól limonkową robiłam ze zwykłych sklepowych limonek, a i na takie owoce jest też sposób. Owoce myjemy w ciepłej wodzie z dodatkiem lekkiego detergentu do mycia naczyń, bardzo dobrze płuczemy w wodzie, a następnie przelewamy jeszcze dodatkowo wrzątkiem. To działa, trzeba sobie jakoś radzić w życiu.
czwartek, 4 kwietnia 2013
baba drożdżowa świąteczna
Jak co roku na Święta Wielkanocne w domu mamy cichy spór jaką chcemy babę na święta czy drożdżową czy piaskową. rozwiązywane jest to w ten sposób, że robione są dwie i już w poniedziałek wielkanocny po pół każdej z babek jest zamrażana. Pozostaje pytanie jaka babka piaskowa, a jaka drożdżowa. Tegorocznym zwycięzcą w boju do baby drożdżowej został przepis z książki Piekę ciasta i ciasteczka Wanda Piotrowska Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne 1989, z tej książki w domu mojej mamy zostało zrobione już wiele ciast.
baba drożdżowa świąteczna
3 szklanki mąki
10 dag drożdży
3/4 szklanki mleka
3/4 szklanki cukru
8 żółtek
1 torebka cukru waniliowego
otarta skórka z cytryny
15 dag stopionego masła
5 dag rodzynków
skórka pomarańczowa kandyzowana
Drożdże z łyżeczką cukru rozpuścić w mleku, posypać łyżką mąki. Zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.
Utrzeć żółtka z cukrem, cukrem waniliowym do białości.
Do mąki dodać wyrośnięte drożdże, utarte żółtka, skórkę cytrynową. Wyrobić i dodać stopione, ale nie gorące maslo. Wyrabiać chwilę i dodać skórkę pomarańczową, rodzynki, ponownie wymieszać. Pozostawić do wyrośnięcia.
Wyrośnięte ciasto lekko zagnieść i przełożyć do foremki nasmarowanej tłuszczem do połowy jej wysokości. Zostawić do ponownego wyrośnięcia. gdy ciasto wypełni foremkę do 3/4 wysokości wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 st.C i piec około pół godziny. Po 15 minutach sprawdzić czy nie rumieni się za mocno i ewentualnie przykryć folią aluminiową. Sprawdzić patyczkiem czy baba jest sucha. W zależności od piekarnika babka może wymagać dłuższego pieczenia.
Upieczona babkę troszkę ostudzić i odwrócić na kratce i poczekać chwilę, żeby się odparowała, wyjąć z formy i polukrować na ciepło.
Jest to klasyczna babka drożdżowa świąteczna - pulchna, delikatna, pyszna. Ale jeżeli w ciągu roku kalendarzowego to właśnie święta czy to te Wielkanocne, czy też Bożego Narodzenia są dla mnie ostoją tego co klasyczne, stałe, niezmienne, można powiedzieć, że bezpieczne, ale taż bliskie, ciepłe. Cały rok mamy na to, żeby szaleć i wymyślać, odkrywać nowe. W takich momentach można pobawić się w odkrywanie starego.
Pozostałe białka proponuję wykorzystać do zrobienia mazurka marcepanowego.
baba drożdżowa świąteczna
3 szklanki mąki
10 dag drożdży
3/4 szklanki mleka
3/4 szklanki cukru
8 żółtek
1 torebka cukru waniliowego
otarta skórka z cytryny
15 dag stopionego masła
5 dag rodzynków
skórka pomarańczowa kandyzowana
Drożdże z łyżeczką cukru rozpuścić w mleku, posypać łyżką mąki. Zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.
Utrzeć żółtka z cukrem, cukrem waniliowym do białości.
Do mąki dodać wyrośnięte drożdże, utarte żółtka, skórkę cytrynową. Wyrobić i dodać stopione, ale nie gorące maslo. Wyrabiać chwilę i dodać skórkę pomarańczową, rodzynki, ponownie wymieszać. Pozostawić do wyrośnięcia.
Wyrośnięte ciasto lekko zagnieść i przełożyć do foremki nasmarowanej tłuszczem do połowy jej wysokości. Zostawić do ponownego wyrośnięcia. gdy ciasto wypełni foremkę do 3/4 wysokości wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 st.C i piec około pół godziny. Po 15 minutach sprawdzić czy nie rumieni się za mocno i ewentualnie przykryć folią aluminiową. Sprawdzić patyczkiem czy baba jest sucha. W zależności od piekarnika babka może wymagać dłuższego pieczenia.
Upieczona babkę troszkę ostudzić i odwrócić na kratce i poczekać chwilę, żeby się odparowała, wyjąć z formy i polukrować na ciepło.
Jest to klasyczna babka drożdżowa świąteczna - pulchna, delikatna, pyszna. Ale jeżeli w ciągu roku kalendarzowego to właśnie święta czy to te Wielkanocne, czy też Bożego Narodzenia są dla mnie ostoją tego co klasyczne, stałe, niezmienne, można powiedzieć, że bezpieczne, ale taż bliskie, ciepłe. Cały rok mamy na to, żeby szaleć i wymyślać, odkrywać nowe. W takich momentach można pobawić się w odkrywanie starego.
Pozostałe białka proponuję wykorzystać do zrobienia mazurka marcepanowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






