Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2014

szpinak pomarańczowy

W moim rodzinnym domu, szpinak nie był jakimś koszmarem, którym straszy się dzieci. Zawsze dobrze doprawiony, zawsze smaczny, ale też zawsze zagęszczany i zawsze ze śmietaną. Dzisiejszy szpinak to wymysł mój i Kejti - taki na szybki obiad.

 Szpinak pomarańczowy jest to danie, które powstało przez przypadek i w danym momencie było dla mnie przełomowym odkryciem. Dopiero jakiś czas później obejrzałam jakiś program kulinarny, w którym prowadzący mówił o połączeniu szpinaku i pomarańczy jako o czymś bardzo klasycznym, chyba użył nawet sformułowania "klasyczne połączenie szpinaku i pomarańczy". U mnie to odkrycie wiązało się z brakiem cytryny i jak się okazuje całkiem udaną próbą zastąpienia jej pomarańczą.



Szpinak pomarańczowy

szpinak - spora garść na osobę
1 pomarańcza
1 ząbek czosnku
olej/oliwa
sól

Szpinak myjemy, odkładamy ogonki liściowe (co z nimi można zrobić już niedługo). Na patelni rozgrzewamy 1-2 łyżki oliwy, wrzucamy pokrojony w plasterki czosnek, obsmażamy chwilę, żeby oliwa nabrała czosnkowego aromatu. Wrzucamy wilgotne liście czosnku, dodajemy trochę otartej skórki z pomarańczy (na 2 garść szpinaku - skórka otarta z 1/3 pomarańczy), dusimy chwilę, aż liście zmiękną, podlewając świeżowyciśniętym sokiem z pomarańczy. Nie trzymamy za długo na patelni, żeby szpinak nie stracił swojego pięknego zielonego koloru. Podajemy od razu, generalnie ni enależy tego odgrzewać.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Placek z pokrzywą

Syn marnotrawny (a właściwie to córka) powraca. Niebyło mnie ponad miesiąc, ale to nie znaczy, że nic kuchennie się nie działo. Może trochę na zwolnionych obrotach, ale powstało kilka dość fajnych potraw tylko jakoś nie było mi po drodze, żeby je wrzucić. W ramach lekkiego usprawiedliwiania się przed samą sobą - to miałam problemy z internetem, później byłam chora (po raz 4 w tym roku) i chyba byłam trochę zmęczona - jeden dzień wolnego i znowu jestem.

Dzisiaj będzie placek z pokrzywą - przepis wzięty z książki, którą otrzymałam jako urodzinowy prezent - książka nosi tytuł MammaMia Prawdziwa kuchnia włoska, Cristina Bottari, Wydawnictwo Publikat. Jak tylko zobaczyłam przepis wiedziałam, że muszę go zrobić.


Placek z pokrzywą


500 g mąki
300 g liści pokrzywy (może być szpinak)
250 g ricotty
1 ząbek czosnku
300 ml wody
20 g drożdży
3 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz 
300 g pokrzywy to jest dobra siatka zerwanych czubków pokrzyw



 Liście pokrzywy obgotować we wrzątku około 5 minut.

Drożdże rozpuścić w niewielkiej ilości ciepłej wody. Jak się "ruszą" to zagnieść ciasto - mąka, woda, rozpuszczone drożdże, 2 łyżki oliwy, szczypta soli. Odstawić ciasto na 30 minut, aż wyrośnie.

Grubo posiekać pokrzywę. Podsmażyć na patelni na odrobinie oliwy z rozgniecionym czosnkiem - chodzi o to żeby pozbyć się ewentualnego nadmiaru wody. Wymieszać z ricottą, pososolić i popieprzyć.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 części. Jednym plackiem wyłożyć dno okrągłej blachy, wyłożyć nadzienie, przykryć drugim plackiem.  Odstawić do wyrośnięcia na 30 minut. Posmarować oliwą i piec w temperaturze 190 st.C przez 25-30 minut.

Podawać na ciepło lub na zimno. Doskonale sprawdziło się jako drugie śniadanie w pracy.


Część domowników o tym, że je pokrzywę dowiedziała się dopiero po tym jak pochwaliła danie, że smaczne. Wniosek - pokrzywa nie taka straszna, jak ją malują.