Produkcja soli cytrynowej i innych soli cytrusowych rozpoczęła się w ramach pełnego wykorzystania posiadanych przeze mnie niepryskanych, niewoskowanych cytrusów. Zastanawiałam się co zrobić ze skórką pomarańczy po ich zjedzeniu. I przypomniałam sobie jak w zeszłym roku robiłam sól cytrynową do przyprawiania pieczonego kurczaka.
Część skórki została starta i zamrożona do aromatyzowania ciast, a z części postanowiłam zrobić sól, którą wykorzystam w innych potrawach.
składniki
cytrusy - cytryna, pomarańcza, limonka, grejpfrut
ulubiona sól
Delikatnie zetrzeć skórkę z cytryny lub innego cytrusa uważając, żeby nie zetrzeć białej części czyli albedo. Wymieszać z solą. Gotowe. Trudno to nazwać przepisem, jest to bardziej pomysł, ale warty zapamiętania i wykorzystania.
No dobrze, a teraz przyznam się do małego oszustwa. Na zdjęciu widnieje grejpfrut, a sól w rzeczywistości jest to sól pomarańczowa, bo niewoskowane i niepryskane miałam tylko pomarańcze i cytryny. Zieloną sól limonkową robiłam ze zwykłych sklepowych limonek, a i na takie owoce jest też sposób. Owoce myjemy w ciepłej wodzie z dodatkiem lekkiego detergentu do mycia naczyń, bardzo dobrze płuczemy w wodzie, a następnie przelewamy jeszcze dodatkowo wrzątkiem. To działa, trzeba sobie jakoś radzić w życiu.
poniedziałek, 17 marca 2014
sobota, 15 marca 2014
makaron szałwiowy
Danie, które dziś przedstawię jest wynikiem splotu szeregu wydarzeń - wspomnianego braku czasu, otrzymania wspaniałego kosza ze smakołykami (dziękuję firmie Malma) oraz faktu, że rozmarzł zalegający śnieg i mogłam zerwać trochę zimozielonej szałwii z mojego ogródka.
Od jakiegoś czasu miałam ochotę na makaron z masłem szałwiowym - wyobrażałam sobie ten smak i wyszło coś dobrego.
Składniki
150 g twardego sera (dałam zdecydowanie mniej)
200 g makaronu
10 świeżych liści szałwii
2 łyżki masła
pieprz
sól
Zetrzeć ser. Ugotować makaron w dużej ilości osolonej wody. Odcedzić.
Liście szałwii umyć, osuszyć i pokroić w paski.
Na patelni rozgrzać masło i podpiec na szałwię. Dodać odcedzony makaron, obtoczyć w szałwiowym maśle. Wymieszać w podgrzanej wcześniej misce ze startym serem. Podawać ze świeżo zmielonym pieprzem.
Połączenie dobrego makaronu, masła i szałwii daje niesamowity efekt. Coś tak prostego i szybkiego w wykonaniu może być tak dobre.
W ogrodzie mam 3 rodzaje szałwii - o srebrnych liściach wąskich i szerokich oraz o liściach, które przebarwione są na czerwono/bordowo, niestety szałwia z białymi i różowymi plamami na liściach nie przeżyła mi zimy.
czwartek, 13 marca 2014
trzydniowa marmolada pomarańczowa
Marmoladę pomarańczową lub coś co osobiście nazwałabym galaretką pomarańczową lub dżemem pomarańczowym kocham od wielu lat - czyli od jakiegoś 1997 lub 1999 roku - mojej pierwszej wyprawy do Francji. W akademiku/bursie, w której mieszkałam na śniadanie otwierali właśnie marmoladę pomarańczową, która była zamknięta w "maleńką" 5-cio litrową puszeczkę. Później już zawsze szukałam tego smaku, lekko gorzkawego cytrusami, świeżego i tak odmiennego od znanych mi domowych przetworów.
Już w zeszłym roku robiłam marmoladę pomarańczową z gorzkich pomarańczy, ale nie udało mi się zrobić zdjęć i przepisu nie zamieściłam na blogu. Gorzej, że w tym roku nie mogłam znaleźć tej strony, z której brałam przepis. Dwa dni zajęło mi odnalezienie w odmętach internetu przepisu na marmoladę pomarańczową robioną długim sposobem. Przepis przewiduje trzydniową produkcję - ale wierzcie warto, warto i jeszcze raz warto poświęcić trochę czasu na przygotowanie tej marmolady. Te 3 dni mogą zabrzmieć jak cała wieczność, ale jest to bardzo wygodny sposób przygotowania marmolady i bardzo ekonomiczny.
Ten długotrwały proces produkcji ma na celu uwolnienie naturalnej pektyny.
Przeraża mnie to, że w części przepisów na marmolady pomarańczowe używa się cukru żelującego - po co? skoro pektynę wytwarza się z pomarańczy. Te owoce w Polsce są zbyt drogie, żeby nie wykorzystać a tym samym marnować coś tak cennego.
Gorzkie pomarańcze mam sprowadzane z Sycylii i niestety swoje kosztują, ale jeżeli nie ma się w zasięgu gorzkich, nie woskowanych pomarańczy można zastąpić je zwykłymi. Według tego przepisu znajoma robiła marmoladę ze zwykłych pomarańczy i też wyszła wspaniała.
Na początek proponuję robić marmoladę z 1kg pomarańczy chyba, że macie w domu dużo dużych i bardzo dużych garnków.
Potrzebne będzie 1 kg pomarańczy, woda i cukier. O ilościach wody i cukru będzie za chwilę.
Dzień 1
1 kg pomarańczy tniemy bardzo cienko na małe kawałki (najlepiej na mandolinie), wybieramy i odkładamy pestki. Ten jeden marny kilogram pomarańczy nagle zaczyna nam w oczach rosnąć. Lepiej, żeby nie pozostały całe plasterki pomarańczy bo później niszczą one strukturę gotowej już marmolady/galaretki pomarańczowej.
Owoce zalewamy wodą - na 1kg pomarańczy dajemy 2 litry wody.
Odłożone pestki zawijamy w kawałek gazy (nie będzie później trzeba łowić pestek) i wrzucamy do wody i pomarańczy.
A teraz uzbrajamy się w CIERPLIWOŚĆ. I zostawiamy garnek z wodą i pomarańczami na 24 godziny. Wierzcie jest to chyba jeden z najtrudniejszych elementów - nic nie robić.
Dzień 2
Zalane owoce gotujemy około pół godziny - a tak na prawdę do momentu aż owoce będą miękkie.
I zostawiamy na kolejne 24 godziny. Wiem - czekanie potrafi być nieznośne.
Dzień 3
Wyjmujemy zawiniątek z pestkami, zdejmujemy z niego samą doboć czyli wytworzoną pektynę. Odmierzamy owoce. Na każdy 1 litr mikstury pomarańczowej dajemy 2 kilogramy cukru i gotujemy.
(Dziękuję Paulinie za zwrócenie uwagi - w oryginalnym przepisie było zdecydowanie mniej cukru na 1 litr - 1 kilogram cukru)
Od momentu zagotowania, gotujemy jeszcze około 20 minut - może być trochę mniej lub trochę więcej czasu - wszystko zależy od wielkości, kształtu garnka, od ilości przygotowywanej marmolady. Moje pierwsze marmolady gotowałam dużo dłużej, ale wystarczyłoby i 15 minut.
No i nareszcie możemy cieszyć się marmoladą pomarańczową. Moja propozycja to wkładać marmoladę pomarańczową do słoików o prostych ściankach i które nie mają przewężenia w szyjkach. Słoiki zapasteryzować.
Ale śmiesznie się czułam robiąc przetwory w luty i marcu.
Pół dnia wolnego i nowy post na blogu, może powinnam brać częściej wolne.
Już w zeszłym roku robiłam marmoladę pomarańczową z gorzkich pomarańczy, ale nie udało mi się zrobić zdjęć i przepisu nie zamieściłam na blogu. Gorzej, że w tym roku nie mogłam znaleźć tej strony, z której brałam przepis. Dwa dni zajęło mi odnalezienie w odmętach internetu przepisu na marmoladę pomarańczową robioną długim sposobem. Przepis przewiduje trzydniową produkcję - ale wierzcie warto, warto i jeszcze raz warto poświęcić trochę czasu na przygotowanie tej marmolady. Te 3 dni mogą zabrzmieć jak cała wieczność, ale jest to bardzo wygodny sposób przygotowania marmolady i bardzo ekonomiczny.
Ten długotrwały proces produkcji ma na celu uwolnienie naturalnej pektyny.
Przeraża mnie to, że w części przepisów na marmolady pomarańczowe używa się cukru żelującego - po co? skoro pektynę wytwarza się z pomarańczy. Te owoce w Polsce są zbyt drogie, żeby nie wykorzystać a tym samym marnować coś tak cennego.
Gorzkie pomarańcze mam sprowadzane z Sycylii i niestety swoje kosztują, ale jeżeli nie ma się w zasięgu gorzkich, nie woskowanych pomarańczy można zastąpić je zwykłymi. Według tego przepisu znajoma robiła marmoladę ze zwykłych pomarańczy i też wyszła wspaniała.
Na początek proponuję robić marmoladę z 1kg pomarańczy chyba, że macie w domu dużo dużych i bardzo dużych garnków.
Potrzebne będzie 1 kg pomarańczy, woda i cukier. O ilościach wody i cukru będzie za chwilę.
Dzień 1
1 kg pomarańczy tniemy bardzo cienko na małe kawałki (najlepiej na mandolinie), wybieramy i odkładamy pestki. Ten jeden marny kilogram pomarańczy nagle zaczyna nam w oczach rosnąć. Lepiej, żeby nie pozostały całe plasterki pomarańczy bo później niszczą one strukturę gotowej już marmolady/galaretki pomarańczowej.
Owoce zalewamy wodą - na 1kg pomarańczy dajemy 2 litry wody.
Odłożone pestki zawijamy w kawałek gazy (nie będzie później trzeba łowić pestek) i wrzucamy do wody i pomarańczy.
A teraz uzbrajamy się w CIERPLIWOŚĆ. I zostawiamy garnek z wodą i pomarańczami na 24 godziny. Wierzcie jest to chyba jeden z najtrudniejszych elementów - nic nie robić.
Dzień 2
Zalane owoce gotujemy około pół godziny - a tak na prawdę do momentu aż owoce będą miękkie.
I zostawiamy na kolejne 24 godziny. Wiem - czekanie potrafi być nieznośne.
Dzień 3
Wyjmujemy zawiniątek z pestkami, zdejmujemy z niego samą doboć czyli wytworzoną pektynę. Odmierzamy owoce. Na każdy 1 litr mikstury pomarańczowej dajemy 2 kilogramy cukru i gotujemy.
(Dziękuję Paulinie za zwrócenie uwagi - w oryginalnym przepisie było zdecydowanie mniej cukru na 1 litr - 1 kilogram cukru)
Od momentu zagotowania, gotujemy jeszcze około 20 minut - może być trochę mniej lub trochę więcej czasu - wszystko zależy od wielkości, kształtu garnka, od ilości przygotowywanej marmolady. Moje pierwsze marmolady gotowałam dużo dłużej, ale wystarczyłoby i 15 minut.
No i nareszcie możemy cieszyć się marmoladą pomarańczową. Moja propozycja to wkładać marmoladę pomarańczową do słoików o prostych ściankach i które nie mają przewężenia w szyjkach. Słoiki zapasteryzować.
Ale śmiesznie się czułam robiąc przetwory w luty i marcu.
Pół dnia wolnego i nowy post na blogu, może powinnam brać częściej wolne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










