Siedliśmy przy niedzielnym śniadaniu i wzięło nam się na wspominki - co kiedyś jak byliśmy mali wiązało się ze śniadaniem. Tym czym co nieodzownie przynajmniej mi kojarzyło się z niedzielnym śniadaniem było gotowane kakao i jajecznica ze szczypiorkiem zrobione przez mojego tatę, który gdy ja miałam 7-10 lat pracował w odległej o 600 km Warszawie (jak moja mama dawała sobie radę przez resztę tygodnia sama z 3 dzieci, normalnie pracując - nie wiem i/ale za to ją podziwiam).
Gorące kakao pachnące wanilią - pisząc to na samą myśl zaczynam się uśmiechać, radość z tego, że wszyscy jesteśmy razem... Piękne i ciepłe te wspomnienia. Jak zaczęłam wspominać niedzielne kakao, to tata już 3 razy zrobił je na śniadanie.
Gotowane kakao
1 litr mleka
3 czubate łyżeczki kakao (około 20-25g)
2-3 łyżki cukru
cukier waniliowy
Zagotować mleko - przed wlaniem mleka do garnka wlać najpierw trochę wody i dopiero jak woda się zacznie gotować wlać mleko (dzięki takiej kolejności nie mleko aż tak mocno nie przywrze do dna garnka). W szklance wymieszać kakao, cukier i cukier waniliowy, rozprowadzić w ciepłej wodzie, wlać na gotujące się mleko, zagotować.
Ilość cukru należy dostosować do swoich upodobań, dla jednych te 2,3 łyżki będzie zdecydowanie za dużo, dla innych zdecydowanie za mało.
A teraz wspomniany w tytule konkurs. Podzielcie się ze mną Waszymi wspomnieniami związanymi z kakao. Czy może było to jak u mnie domowe kakao na mleku, czy może jakieś ciasto, jakaś egzotyczna przygoda czy też może spektakularna katastrofa kulinarna związana z kakao. Chciałabym przeczytać o Was i o kakao, a dzięki sponsorowi nagrody firmie DecoMorreno będziecie mogli część z tych wspomnień sobie przybliżyć. Spośród osób, które zostawią swój komentarz ze wspomnieniami pod tym postem, bądź dla mniej odważnych wyślą wspomnienia na mój adres mailowy boleslawa.roszkiewicz@gmail.com - wybiorę 2 osoby, które otrzymają 2 równorzędne nagrody złożone z 2 opakowań kakao DecoMorreno i formę do babki. Serdecznie zachęcam do udziału w konkursie.
REGULAMIN :
1) Konkurs organizuję ja czyli Bola - trwać będzie od 13 do 22 kwietnia b.r. włącznie.
2) Zwycięzców wybiorę sama, subiektywnie, wybór nie podlega dyskusji.
Nagrody funduje marka DecoMorreno. Po wybraniu
zwycięzców i otrzymaniu od nich danych teleadresowych przekażę je
agencji reklamowej Synertime obsługującej markę a ta wyśle
paczki. Wysyłka tylko w granicach RP.
3) W konkursie może wziąć udział każdy kto ma na to ochotę i wykona
zadanie konkursowe. Ilość zgłoszeń od jednej osoby nie jest ograniczona.
4) Aby wziąć udział w konkursie (wykonać zadanie) należy zostawić
komentarz pod tym postem
o konkursie lub przesłać go na na mail - boleslawa.roszkiewicz@gmail.com (w tytule maila proszę wpisać "wspomnienia z kakao DecoMorreno") - w którym opiszecie historię związana z użyciem kakao.
Komentarz konkursowy powinien być podpisany, imieniem i
nazwiskiem albo nickiem. Proszę nie podawać adresów mailowych bo nie mam możliwości ich ukrycia i będą widoczne dla wszystkich.
5) Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu, w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu.
6) Laureaci zobowiązani są podać dane potrzebne do wysyłki w ciągu 3
dni kalendarzowych od dnia, w którym zostaną podane wyniki - po tym
czasie nagroda zostanie przyznana innej osobie.
7) Dodanie zgłoszenia konkursowego oznacza akceptację regulaminu.
Nagrody otrzymują kama_p oraz Izabela Porebska - mail z prośbą o dane adresowe już wysłany. Przepraszam wszystkich, że dopiero tak późno, ale coś kiepsko się czułam (wiem, że to nie jest usprawiedliwienie).
niedziela, 13 kwietnia 2014
piątek, 4 kwietnia 2014
ciasto grejpfrutowe
Tu był wstęp, który już po publikacji wykasowałam - widać było po nim, że pisała to osoba mocno przeziębiona.
Dziś ciasto grejpfrutowe, no i co mam zrobić, że lubię lekką goryczkę cytrusów, nie przeszkadza mi ona wcale i są takie momenty, gdy nawet jej szukam.W cieście tym gorzkawy aromat grejpfrutów zrównoważony jest słodyczą ciasta, ale jeżeli ktoś boi się tej goryczki może grejpfrut zastąpić pomarańczą też wydaje mi się, że wyjdzie ciekawie. Samo ciasto jest miękkie i leciutkie a przy okazji wilgotne. Przepis na ciasto grejpfrutowe znaleziony przez przypadek w odmętach internetu, jaki ten świat robi się mały. Podobno pochodzi z książki Thomasa Kellera Ad Hoc at Home.
Ciasto grejpfrutowe
1 duży grejpfrut
poza tym do:
ciasta
2 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
2 jajka
1 szklanka mleka
3/4 szklanki oleju
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
aromat waniliowy
sól
syropu
2/3 szklanki cukru
polewy
3/4 szklanki cukru pudru
Rozgrzać piekarnik do 175 -180 st.C. Wąskie blaszki wyłożyć papierem do pieczenia.
Grejpfruta dokładnie wymyć. Zetrzeć skórkę na drobnej tarce, wycisnąć sok z miąższu - 2 łyżki soku odłożyć do polewy, reszta będzie wykorzystana do syropu.
Ciasto
Cukier wymieszać ze skórką grejpfrutową, cukier zrobi się jak wilgotny piasek. Ubić jajka z wcześniej przygotowanym cukrem do uzyskania jednolitej, kremowej masy. Dodać aromat waniliowy, mleko i olej, wymieszać. Do powstałej masy wmieszać mąkę wraz proszkiem do pieczenia i solą. Przygotowane ciasto wylać do wcześniej przygotowanych blaszek, wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 30 minut, sprawdzamy patyczkiem czy jest już upieczone, zmniejszamy temperaturę do 160 st.C i pieczemy do otrzymania suchego patyczka.
Osobiście zależało mi, żeby ciasto nie wyrosło zbyt wysokie, żeby można było pokroić je na niewielkie kawałki, jeżeli ktoś ma tylko jedną blaszkę lub woli wyższe ciasta to można całość wlać do jedne blaszki tylko trzeba pamiętać o wydłużeniu czasu pieczenia.
Syrop
Gotujemy syrop - na 1 szklankę soku z grejpfruta dajemy 2,3 szklanki cukru (z mojego grejpfruta wycisnęłam tylko 2/3 szklanki soku więc dałam proporcjonalnie mniej cukru). W małym garnuszku łączymy sok (należy pamiętać o zostawieniu 2 łyżek soku do polewy) i cukier, po zagotowaniu się syropku, gotujemy jeszcze z 1-2 minuty. W wyciśniętym soku pozostawiłam fragmenty owoców, nie przecedzałam soku, więc powstał syrop z pływającymi w nim kawałkami marmolady grejpfrutowej.
Wyjmujemy ciasto z piekarnika. Pozostawiamy na 10 minut do przestygnięcia. W jeszcze ciepłym cieście robimy patyczkiem dziurki i ciasto polewamy wcześniej przygotowanym syropem. Pozostawiamy ciasto do ostygnięcia (powiem w sekrecie, że nie miałam, aż tyle cierpliwości).
Polewa
Cukier puder mieszamy z sokiem grejpfrutowym. Polewamy ciasto. Smacznego.
Wyszło niesamowicie delikatne ciasto, z pewnością pojawi się ono jeszcze nie jeden raz na naszym stole. Do wypróbowania pozostało jeszcze tyle możliwość - pomarańczowe, cytrynowe, Kejti zaproponowała malinowe, zobaczymy. Polecam.
Dziś ciasto grejpfrutowe, no i co mam zrobić, że lubię lekką goryczkę cytrusów, nie przeszkadza mi ona wcale i są takie momenty, gdy nawet jej szukam.W cieście tym gorzkawy aromat grejpfrutów zrównoważony jest słodyczą ciasta, ale jeżeli ktoś boi się tej goryczki może grejpfrut zastąpić pomarańczą też wydaje mi się, że wyjdzie ciekawie. Samo ciasto jest miękkie i leciutkie a przy okazji wilgotne. Przepis na ciasto grejpfrutowe znaleziony przez przypadek w odmętach internetu, jaki ten świat robi się mały. Podobno pochodzi z książki Thomasa Kellera Ad Hoc at Home.
Ciasto grejpfrutowe
1 duży grejpfrut
poza tym do:
ciasta
2 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
2 jajka
1 szklanka mleka
3/4 szklanki oleju
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
aromat waniliowy
sól
syropu
2/3 szklanki cukru
polewy
3/4 szklanki cukru pudru
Rozgrzać piekarnik do 175 -180 st.C. Wąskie blaszki wyłożyć papierem do pieczenia.
Grejpfruta dokładnie wymyć. Zetrzeć skórkę na drobnej tarce, wycisnąć sok z miąższu - 2 łyżki soku odłożyć do polewy, reszta będzie wykorzystana do syropu.
Ciasto
Cukier wymieszać ze skórką grejpfrutową, cukier zrobi się jak wilgotny piasek. Ubić jajka z wcześniej przygotowanym cukrem do uzyskania jednolitej, kremowej masy. Dodać aromat waniliowy, mleko i olej, wymieszać. Do powstałej masy wmieszać mąkę wraz proszkiem do pieczenia i solą. Przygotowane ciasto wylać do wcześniej przygotowanych blaszek, wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 30 minut, sprawdzamy patyczkiem czy jest już upieczone, zmniejszamy temperaturę do 160 st.C i pieczemy do otrzymania suchego patyczka.
Osobiście zależało mi, żeby ciasto nie wyrosło zbyt wysokie, żeby można było pokroić je na niewielkie kawałki, jeżeli ktoś ma tylko jedną blaszkę lub woli wyższe ciasta to można całość wlać do jedne blaszki tylko trzeba pamiętać o wydłużeniu czasu pieczenia.
Syrop
Gotujemy syrop - na 1 szklankę soku z grejpfruta dajemy 2,3 szklanki cukru (z mojego grejpfruta wycisnęłam tylko 2/3 szklanki soku więc dałam proporcjonalnie mniej cukru). W małym garnuszku łączymy sok (należy pamiętać o zostawieniu 2 łyżek soku do polewy) i cukier, po zagotowaniu się syropku, gotujemy jeszcze z 1-2 minuty. W wyciśniętym soku pozostawiłam fragmenty owoców, nie przecedzałam soku, więc powstał syrop z pływającymi w nim kawałkami marmolady grejpfrutowej.
Wyjmujemy ciasto z piekarnika. Pozostawiamy na 10 minut do przestygnięcia. W jeszcze ciepłym cieście robimy patyczkiem dziurki i ciasto polewamy wcześniej przygotowanym syropem. Pozostawiamy ciasto do ostygnięcia (powiem w sekrecie, że nie miałam, aż tyle cierpliwości).
Polewa
Cukier puder mieszamy z sokiem grejpfrutowym. Polewamy ciasto. Smacznego.
Wyszło niesamowicie delikatne ciasto, z pewnością pojawi się ono jeszcze nie jeden raz na naszym stole. Do wypróbowania pozostało jeszcze tyle możliwość - pomarańczowe, cytrynowe, Kejti zaproponowała malinowe, zobaczymy. Polecam.
wtorek, 25 marca 2014
pate z dyni piżmowej ze słonecznikiem
Pytanie czysto retoryczne - czemu wpisów o dyni nie mogę robić we wrześniu, październiku, listopadzie tylko jakiś wpis z dynią w roli głównej pojawia się na wiosnę? Wpis pojawił się, bo spotkałam w sklepie dynię piżmową. Jesienią rozglądałam się za tą dynią i jej nie dostałam. Nie mogę napisać, że szukałam dyni piżmowej, bo tak nie było. Gdybym chciała ją dostać to pojechałabym do gospodarstwa, które zajmuje się ich produkcją (tak - warzywa się produkuje, hoduje się wtedy, gdy wytwarza się nowe odmiany) lub wybrała się na dowolny bazarek w Warszawie, a tak to tylko się za nią rozglądałam.
I mam już 2 dynie, ale co ja mam nimi zrobić - na pewno z jednej zrobię zupę, a z drugiej coś się wymyśli... No i wymyśliłam, a właściwie nie ja, a Arek prowadzący wspaniałego bloga eat after reading. Jak zobaczyłam u niego przepis to stwierdziłam, że to musi być TO - pate (smarowidło) z dyni piżmowej. Bardzo spodobał mi się ten autorski koncept. Mój proces myślowy przebiegał mniej więcej tak - coś miękkiego, trzymającego kształt i z użyciem agaru (jee, wypróbuję agar kupiony jakiś czas temu). Hmmm, nie mam ciasteczek amaretto, nic spróbuję to ominąć może migdały mielone, ale jeżeli same migdały to nie ściągną nadmiaru wody - to może przesiana bułka tarta i mielone migdały dla smaku. Nie ma co kombinować próbujemy.
pate z dyni piżmowej ze słonecznikiem
1 kg dyni piżmowej
5 ząbków czosnku (nieobranych)
4 łyżki oliwy/oleju
sól
pieprz
sok z cytryny
3 łyżki prażonych ziaren słonecznika
150 ml wody
3 g agar agar
2 łyżki bułki tartej
50 g mielonych migdałów
Dynię obrać pokroić na jednakowej wielkości kawałki. Posolić, posypać świeżozmielonym pieprzem, polać olejem, całość dobrze wymieszać, dodać cały czosnek w łupinach. Piec około 40 minut w piekarniku nagrzanym do 200 st.C, kilka razy wymieszać. Dynia powinna się delikatnie skarmelizować i wysuszyć. Pozostawić do ostygnięcia.
Blenderem zmiksować dynię oraz obrany z łupinek czosnek. Dodać sok z cytryny, uprażony słonecznik oraz bułkę tartą. Powinna powstać masa o gęstej konsystencji (podobnej do humusu), moja masa dyniowa była za rzadka i dodałam jeszcze trochę bułki tartej.
Zagotować wodę, dodać agar agar i wymieszać, dodać do masy dyniowej i dobrze wymieszać. Masę przełożyć do wyłożonej folią spożywczą (u mnie był papier do pieczenia) keksówki. Wstawić do lodówki do ostygnięcia na godzinę - w moim wykonaniu było to 2 godziny i gdybym zostawiła ją w lodówce na jeszcze 2 godziny lepiej zachowałaby kształt. Obtoczyć w mielonych migdałach.
Jak widać moja wersja różni się od wersji Arka. Kilka słów o różnicach - moja rodzina niestety NIE cierpi kolendry (twierdzą, że smakuje mydłem), o tymianku zapomniałam, bo zapomnialam, amaretti zastąpiłam migdałami i wyszło bardzo smaczne.
A i jeszcze jedno - zróbcie z połowy porcji, bo wyszło tego bardzo dużo.
Poniżej wersja na przyszłość bez agar agar - też bardzo smaczna, więc proszę się nie wymigiwać przed jej zrobieniem.
I mam już 2 dynie, ale co ja mam nimi zrobić - na pewno z jednej zrobię zupę, a z drugiej coś się wymyśli... No i wymyśliłam, a właściwie nie ja, a Arek prowadzący wspaniałego bloga eat after reading. Jak zobaczyłam u niego przepis to stwierdziłam, że to musi być TO - pate (smarowidło) z dyni piżmowej. Bardzo spodobał mi się ten autorski koncept. Mój proces myślowy przebiegał mniej więcej tak - coś miękkiego, trzymającego kształt i z użyciem agaru (jee, wypróbuję agar kupiony jakiś czas temu). Hmmm, nie mam ciasteczek amaretto, nic spróbuję to ominąć może migdały mielone, ale jeżeli same migdały to nie ściągną nadmiaru wody - to może przesiana bułka tarta i mielone migdały dla smaku. Nie ma co kombinować próbujemy.
pate z dyni piżmowej ze słonecznikiem
1 kg dyni piżmowej
5 ząbków czosnku (nieobranych)
4 łyżki oliwy/oleju
sól
pieprz
sok z cytryny
3 łyżki prażonych ziaren słonecznika
150 ml wody
3 g agar agar
2 łyżki bułki tartej
50 g mielonych migdałów
Dynię obrać pokroić na jednakowej wielkości kawałki. Posolić, posypać świeżozmielonym pieprzem, polać olejem, całość dobrze wymieszać, dodać cały czosnek w łupinach. Piec około 40 minut w piekarniku nagrzanym do 200 st.C, kilka razy wymieszać. Dynia powinna się delikatnie skarmelizować i wysuszyć. Pozostawić do ostygnięcia.
Blenderem zmiksować dynię oraz obrany z łupinek czosnek. Dodać sok z cytryny, uprażony słonecznik oraz bułkę tartą. Powinna powstać masa o gęstej konsystencji (podobnej do humusu), moja masa dyniowa była za rzadka i dodałam jeszcze trochę bułki tartej.
Zagotować wodę, dodać agar agar i wymieszać, dodać do masy dyniowej i dobrze wymieszać. Masę przełożyć do wyłożonej folią spożywczą (u mnie był papier do pieczenia) keksówki. Wstawić do lodówki do ostygnięcia na godzinę - w moim wykonaniu było to 2 godziny i gdybym zostawiła ją w lodówce na jeszcze 2 godziny lepiej zachowałaby kształt. Obtoczyć w mielonych migdałach.
Jak widać moja wersja różni się od wersji Arka. Kilka słów o różnicach - moja rodzina niestety NIE cierpi kolendry (twierdzą, że smakuje mydłem), o tymianku zapomniałam, bo zapomnialam, amaretti zastąpiłam migdałami i wyszło bardzo smaczne.
A i jeszcze jedno - zróbcie z połowy porcji, bo wyszło tego bardzo dużo.
Poniżej wersja na przyszłość bez agar agar - też bardzo smaczna, więc proszę się nie wymigiwać przed jej zrobieniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








