
Kandyzowaną papryczkę jalapeno robiłam dla mojego brata, ten jednak jak się okazało, prawdopodobnie po ostrych papryczkach, dostaje migreny. Niemniej jednak smak tego "czegoś" jest nie samowity - słodko-pikantny, do bułki z serkiem - pychotka.
Przepis znaleziony w skarbnicy wiedzy wszelakiej, czyli w internecie.
Składniki:
1,5 kg papryczki jalapeno
2 szklanki octu winnego
6 szklanek cukru
0,5 łyżeczki kurkumy
0,5 łyżeczki kminu (tylko to miałam)
3 łyżeczki czosnku granulowanego
1 łyżeczka pieprzu Cayenne
WAŻNE: rękawiczki jednorazowe

Ubieramy grzecznie rękawiczki i tniemy papryczki w kilku milimetrowe krążki (moje miały po 1/2 cm i to troszkę za dużo). Proponuję też nie dotykać twarzy - zwłaszcza ust i okolic nosa, oczu. Oj, na własnym przykładzie wiem co się stanie, gdy dotyka się twarzy po siekaniu papryczki chili, nikt nie chce powtarzać mojego błędu.

W garnku gotujemy ocet, cukier oraz przyprawy około 5 minut. Wrzucamy papryczkę i gotujemy kolejne 4 minuty. Wyjmujemy papryczkę i przekładamy do słoików. Powstały wywar gotujemy jeszcze 6 minut. Powstałym syropem zalewamy przełożone do słoików papryczki. Zamykamy i pasteryzujemy (jestem nauczona, że wszystko co wkładam do słoika, a nie zostanie zjedzone w ciągu 2 dni - pasteryzuję). Zapominamy o tym na 2 tygodnie. A następnie się rozkoszujemy niespotykanym smakiem.

Proponuję jeść kandyzowane jalapeno jako przekąskę. Bardzo dobrze smakuje z kremowym serkiem na bułce. Obok suszone pomidorki od SzeLLki. Czysta rozkosz dla podniebienia.