Śmiało mogę powiedzieć, że blog ten już jakiś czas umarł. Jakieś próby reanimacji podejmowała Kejti, ale ze względu na swoje studia nie miała na to czasu. Mnie pochłonęła inna pasja, a i moje samopoczucie nie ułatwiało mi tworzenia. I tak niejako przez przypadek wracam na bloga. W połowie sierpnia zrobiłam sobie testy na nietolerancję pokarmową i wyszło mi, że łatwiej jest mi powiedzieć co mogę jeść niż czego nie mogę. Mogę jeść mięso, ryby i warzywa - i dużo, i niewiele. Trzeba zmienić cały sposób myślenia o komponowaniu posiłków i da się żyć. Najbardziej brakowało mi ciast, bo to lubiłam zawsze robić. Dwie pierwsze próby wypieków wyszły delikatnie mówiąc nieudane, dzisiaj prezentuję pierwszy mój udany wypiek na mojej nowej diecie - bez jajek, bez mleka i i jego przetworów, bez pszenicy i glutenu. A i jeszcze jedna zmiana - nie mam dostępu do lustrzanki, więc zdjęcia robione są aparatem w telefonie.
Bananowiec gryczany bez jaj
4 przejrzałe banany
2 szklanki mąki gryczanej
1/3 szklanki oleju
3 łyżki płynnego miodu (lub syropu klonowego)
1/4 szklanki soku pomarańczowego
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
1 łyżka kakao (lub karobu)
Banany dokładnie rozgniatamy, dodajemy pozostałe mokre składniki, mieszamy. Suche składniki mieszamy w oddzielnej misce. Do masy bananowo-olejowej dodajemy mieszaninę mąki, sody i kakao, szybko mieszamy do uzyskania jednolitego ciasta. Przelewamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia, pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 st.C przez 45 minut do suchego patyczka.
Tam gdzie używana jest do spulchnienia wypieku soda oczyszczona, tam w cieście musi być jakiś element do jego zakwaszenia - jogurt, maślanka lub tak jak w tym przepisie sok pomarańczowy, często stosowany jest w tego rodzaju przepisach ocet jabłkowy.
Przepis wydaje ci się znany i masz rację - jest to bananowiec z trochę innej cukierenki.
A i tym przepisem rozpoczynam coś co sobie roboczo nazwałam, że robię "ciasto BEZ" - bez jajek, bez glutenu/mąki pszennej, bez nabiału.
wtorek, 1 listopada 2016
niedziela, 29 listopada 2015
ciasteczka słonecznikowe
Dawno nie było mnie na blogu - kilka rzeczy wydarzyło się od zeszłego roku: mój grudniowy pobyt w szpitalu, później zamiast być lepiej było tylko gorzej, później zostałam naprostowana, trochę mojej ciężkiej pracy i już w połowie czerwca udało mi się podbiec po ponad półrocznej przerwie, w maju zaczęło się moje inne niż blogowe szaleństwo i trwa, aż do dziś. Nigdy nie przypuszczałam, że w moim życiu tak ważne staną się konie, ale tak jest i już.
Podobnie jak w zeszłym roku szykowałam się, żeby przygotować kalendarz adwentowy z ciastkami, ale nie wyszło, remont kuchni nie sprzyja jakimkolwiek eskapadom kulinarnym, brak dostępu do jakiegokolwiek aparatu oprócz tego w telefonie, no nic, ale chociaż w pierwszą niedzielę adwentu pojawią się ciastka. Zdjęcia no cóż jakieś są, ale chciałoby się żeby były lepsze.
Wiem, wiem, ciasteczka słonecznikowe pojawiły się już nie jeden raz w przepastnym internecie, ale ja przepis zasłyszałam od koleżanki z pracy, jak opowiadała, jak to jej synek je robi. Przepis banalnie prosty, składniki trzy i w 20 minut ma się blachę przepysznych ciastek, coś niesamowitego.
Ciasteczka słonecznikowe
250 g wyłuskanych pestek słonecznika
2 jajka
90 g brązowego cukru
W blenderze rozdrobnić słonecznik. Dodać 1 białko i 2 żółtka, cukier. Wymieszać na wszystkie składniki. Uformować kulki wielkości niewielkiego orzecha włoskiego, wyłożyć na blachę, lekko spłaszczyć, posmarować pozostałym białkiem, ozdobić pestkami słonecznika. Piec 12-15 minut w temperaturze 180 st.C.
Dzięki temu wpisowi przypomniałam sobie, że lubię moje blogowe - kulinarne wyczyny. Może uda mi się chociaż w przyszłym roku pojawiać tu częściej.
Podobnie jak w zeszłym roku szykowałam się, żeby przygotować kalendarz adwentowy z ciastkami, ale nie wyszło, remont kuchni nie sprzyja jakimkolwiek eskapadom kulinarnym, brak dostępu do jakiegokolwiek aparatu oprócz tego w telefonie, no nic, ale chociaż w pierwszą niedzielę adwentu pojawią się ciastka. Zdjęcia no cóż jakieś są, ale chciałoby się żeby były lepsze.
Wiem, wiem, ciasteczka słonecznikowe pojawiły się już nie jeden raz w przepastnym internecie, ale ja przepis zasłyszałam od koleżanki z pracy, jak opowiadała, jak to jej synek je robi. Przepis banalnie prosty, składniki trzy i w 20 minut ma się blachę przepysznych ciastek, coś niesamowitego.
Ciasteczka słonecznikowe
250 g wyłuskanych pestek słonecznika
2 jajka
90 g brązowego cukru
W blenderze rozdrobnić słonecznik. Dodać 1 białko i 2 żółtka, cukier. Wymieszać na wszystkie składniki. Uformować kulki wielkości niewielkiego orzecha włoskiego, wyłożyć na blachę, lekko spłaszczyć, posmarować pozostałym białkiem, ozdobić pestkami słonecznika. Piec 12-15 minut w temperaturze 180 st.C.
Dzięki temu wpisowi przypomniałam sobie, że lubię moje blogowe - kulinarne wyczyny. Może uda mi się chociaż w przyszłym roku pojawiać tu częściej.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Tarta z kremem mascarpone i truskawkami
Klasyczny pomysł - truskawki, krem, kruchy spód :)
Kruchy spód (z "Ciasta pikantne i słodkie" Michel Roux)
250g mąki
125g masła, pokrojonego w kostkę, lekko zmiękczonego
1 jajko
1 łyżeczka drobnego cukru
1/2 łyżeczki drobnej soli
40ml zimnej wody
Nadzienie:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
500g mascarpone
500g śmietanki tortowej 36%
szklanka cukru pudru
aromat śmietankowy
truskawki
listki melisy do ozdoby
Wysypujemy mąkę na stolnicę, robimy na środku zagłębienie i dodajemy pozostałe składniki (poza wodą). Palcami rozprowadzamy równomiernie składniki dodając systematycznie wodę, a potem kilkoma odpychającymi ruchami wyrabiamy gładkie ciasto. Wkładamy do woreczka i odkładamy do schłodzenia do lodówki.
Ciasto należy rozwałkować do grubości ok 3-4 mm. Rozkładamy je do blaszek i pieczemy w 190C ok 20 min - do zarumienienia (pierwsze 10 min dobrze jest piec z jakimś groszkiem lub kulkami by się nie pofalowało).
Czekoladę łamiemy na kostki i rozpuszczamy w mikrofalówce. Mikserem mieszamy ją z 2 kopciastymi łyżkami mascarpone. Tą masą smarujemy spody tarty.
Pozostałą część mascarpone, śmietankę, cukier i aromat ubijamy na równą masę. Rozkładamy na spody.
Dekorujemy truskawkami i melisą... i gotowe!
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







